Sytuację polityczną w Warszawie dość dobrze znano w obozie Naczelnika

Dlatego zapadła tu decyzja, aby skończyć z tym prowizorycznym i niekorzystnym stanem rzeczy. Do Warszawy wyjechali dwaj najwybitniejsi działacze cywilni powstania: Hugo Kołłątaj i Ignacy Potocki.
Był piękny wiosenny dzień 24 maja, gdy tłumy ludu zgromadzone przy Nowym Święcie i Krakowskim Przedmieściu gorąco witały obu mężów. Kołłątaj, cierpiący na podagrę, jechał w otwartym powozie, a Ignacy Potocki szedł pieszo wśród nie milknących wiwatów. Ci dwaj wybitni mężowie stanu, wyrzuceni z Warszawy przez targowickie zwycięstwo, wracali teraz do stolicy. Oto „Robespierre polski” ze strachem po cichu mówili prawicowcy o Kołłątaju, a oto nasz „książę Orleański” pocieszali się moderanci obecnością Ignacego Potockiego. Zdarzały się i zgrzyty w tym powitaniu. Z najgłębszą nienawiścią patrzył na jadącego Kołłątaja Trębicki i zaprzysiągł temu nieprzeciętnemu człowiekowi zemstę za ów ostatni jak się okazało jego triumf. Jakiś mieszczuch nazwiskiem Damięcki „w czasie przyjazdu obywateli Potockiego i Kołłątaja przez niewia- domość zapytywał się: co by za zdrajców wieziono, i za to do aresztu jest wzięty”. To były jednak odosobnione wypadki; ogólnie panował entuzjazm, tłum wznosił okrzyki radosne, muzyka grała, klaskano i wiwatowano. Wieczorem całe miasto pięknie iluminowano.